Wojna. Nie to już nie jest wojna... teraz to jest terror. Prawie wszyscy mugole zostali wymordowani, niewielka garstka ukrywa się gdzieś w ruinach i walczy o przetrwanie. Wszystko to nie ma sensu. Dałem się omamić... jak mogłem do tego dopuścić. Gdybym uratował wtedy jakoś Pottera. SZLAG! Siedzie w tym pieprzonym domu i czekam na cud! Jeszcze ta dzisiejsza kolacja, nie mam kompletnie ochoty oglądać tych wszystkich śmierciożerców na dodatek w moim własnym domu!
-Synu? - Moja matka jak zwykle nie raczyła zapukać - Przyszłam Ci przypomnieć, że za godzinę masz stawić się w jadalni.
-Doskonale o tym pamiętam nie musiałaś się fatygować. - Nie poznałem nawet swojego głosu. Było w nim tyle chłodu. Nie chce żyć w takim świecie. Ja Draco Malfoy nie chce żyć w świecie pełnym czarodziei czystej krwi! Ona... dziewczyna która rozmroziła moje serce, ta którą pokochałem, tej której obiecałem, że po wojnie będzie miała moje nazwisko była zwykła szlamą. A ja nie byłem w stanie jej ochronić. Z dołu zaczął docierać głos mojego ojca witającego gości. Narzuciłem na siebie moją ulubioną czarną koszule, spodnie tego samego koloru i zszedłem powoli na dół. W chwili gdy
wszedłem do salonu pojawił się Czarny Pan wraz z jakąś dziewczyną. Nie byłem w stanie rozpoznać jej twarzy ponieważ miała na głowie kaptur.
-Moi drodzy poddani! Większość z was nie wie nic o tej tu damie - mówiąc to wskazał palcem na dziewczynę - ciężko jest jej się odnaleźć w sytuacji w jakiej się znalazła dlatego proszę was o wyrozumiałość. Nazywa się Elizabeth Riddle. Opiekę nad moją córką powierzam Draconowi. Wszyscy zgromadzeni spojrzeli się na mnie.
-To będzie dla mnie prawdziwy zaszczyt Panie. - Ukłoniłem się nisko i czekałem na odpowiedź.
-Doskonale. Oprowadź ją po domu a my tymczasem pójdziemy coś zjeść. - Wszyscy śmierciożercy opuścili salon i udali się do jadalni. Ona nawet nie drgnęła.
-Miło mi Cię poznać jestem Draco Malfoy. - Nadal nic zero ruchu. - Na pewno chcesz żeby cie oprowadzić? Może chcesz odpocząć? Zacząłem powoli zbliżać się do niej, gdy nagle uderzyłem w niewidzialną ścianę. - Boisz się mnie? - Potaknęła. - Nie ma czego na prawdę. Chodź oprowadzę Cię. - Dziewczyna powolutku podeszła do mnie... ona miała władze absolutną. Mogła zrobić wszystko a bała się mnie. - Może ściągniesz kaptur?
-Nie. Nie zamierzam nikomu pokazywać mojej twarzy. Ojciec mówił, że mam spać w twoich komnatach proszę zaprowadź mnie do nich. - Jej głos był taki kobiecy i delikatny, a zarazem przepełniony bólem i smutkiem. Przy najmniej dowiedziałem się czemu dziś rano w moim pokoju pojawiło się drugie łóżko. Szła za mną jak cień. Pomimo tego, że nie widziałem jej oczu czułem jej wzrok na sobie. Gdy weszliśmy do pokoju szybko zatrzasnęła drzwi i zamknęła je na klucz. Nie oczekiwałem żadnych wyjaśnień.
-Na jak długo tu zostajesz? - Cisza. - Jesteś głodna? - Cisza. - Może chcesz o tym porozmawiać? - Cisza. Zrezygnowany wyszedłem zapalić na balkon. Papierosy tylko to zostało po mugolach.
-Tolerujesz zwierzęta?- Nawet nie zauważyłem kiedy pojawiła się obok mnie.
-Tak toleruje. Jeśli chcesz mieć kota, psa, sowę czy cokolwiek wystarczy powiedzieć.
-Nie muszę nic mówić. - W tym momencie zobaczyłem jak ogromny czarny jak noc smok wlatuje mi do pokoju.
-SMOK?! PRZECIEŻ ON SIĘ TU NIE ZMIEŚCI!
-Pokój już zaczarowałam tak żeby Lary nic nie zniszczył. Jest też magicznie powiększony dzięki czemu spokojnie się tu zmieści. - Elizabeth podeszła do smoka, który zdąrzył już wygodnie ułożyć się koło jej łóżka, i zaczęła go drapać za uchem.
-Czekaj bo nie rozumiem. On ma tak sobie tutaj z nami spać, tak? - Zwierzę patrzyło się na mnie nieufnym wzrokiem.
-Tak.
-Nie zgadzam się.
-Zdejmę kaptur jeśli pozwolisz mu zostać...traktuje go jak najlepszego przyjaciela proszę. - Dziewczyna powoli podeszła do mnie i zdjęła kaptur, a moim oczom ukazała się...
Miłość z Nienawiści
piątek, 3 kwietnia 2015
wtorek, 19 sierpnia 2014
Przygoda bez końca
Nie powinnam się tutaj w ogóle zapuszczać! Głupia Emma! Po co ja się na to zgadzałam!? Głupota moja nie zna granic... Gorzej będzie jak mnie przyłapie...wtedy będzie bardzo źle. Nie rozumiem czemu sama nie mogła tego zrobić? Przecież to ona się w nim podkochuje, a nie ja! O wreszcie wyszedł z tego domu. Mam nadzieję,że nie wsiądzie do samochodu.- Takie myśli towarzyszyły siedemnastoletniej Rose. Śledziła-na polecenie przyjaciółki-swojego kolegę z klasy-Christophera. Dziewczyna ledwo nadąrzała za nim. Po paru zakrętach zgubiła go.
-Kurwa!- Jej głos rozniósł się po całym osiedlu. I co ja teraz zrobię!? Miałam się dowiedzieć czy z kimś się umawia...ech,ale dostanę po łbie.
-Szukasz mnie skarbie?-Usłyszała obok ucha. Rose podskoczyła i obróciła się w stronę mówcy.
-O boże! Jak mnie wystraszyłeś.
-Czyżbyś mnie śledziła?
-Nie no skądże!-Uśmiechnęła się nerwowo-Ja się...myśl, myśl szybko,bo się domyśli...zgubiłam! Tak zgubiłam się. Pokarzesz mi drogę do mojego domu?
-Czyżby? Może i jesteś jedną z najlepszych uczennic w szkolę, ale kłamać to ty nie umiesz. Jesteś jak taka niewinna owieczka.
-JA?!- Co on sobie myśli?! Ja mu dam niewinną owieczkę! Przeżyłabym wszystko tylko nie tą głupią owce! OD MAŁEGO DZIECIAKA TRENUJE SZTUKI WALKI, ALE TAKI BĘCWAŁ POWIE, ŻE JESTEM OWIECZKĄ!
-Tak ty. Widzisz tu kogoś innego Rose?- Przy ostatnim słowie pochylił się i niemal wyszeptał obok jej ucha. Wywołało to u niej przyjemny dreszcz, ale natychmiast zrobiła dwa kroki w tył.
-Mógłbyś się tak do mnie nie zbliżać?
-Kurwa!- Jej głos rozniósł się po całym osiedlu. I co ja teraz zrobię!? Miałam się dowiedzieć czy z kimś się umawia...ech,ale dostanę po łbie.
-Szukasz mnie skarbie?-Usłyszała obok ucha. Rose podskoczyła i obróciła się w stronę mówcy.
-O boże! Jak mnie wystraszyłeś.
-Czyżbyś mnie śledziła?
-Nie no skądże!-Uśmiechnęła się nerwowo-Ja się...myśl, myśl szybko,bo się domyśli...zgubiłam! Tak zgubiłam się. Pokarzesz mi drogę do mojego domu?
-Czyżby? Może i jesteś jedną z najlepszych uczennic w szkolę, ale kłamać to ty nie umiesz. Jesteś jak taka niewinna owieczka.
-JA?!- Co on sobie myśli?! Ja mu dam niewinną owieczkę! Przeżyłabym wszystko tylko nie tą głupią owce! OD MAŁEGO DZIECIAKA TRENUJE SZTUKI WALKI, ALE TAKI BĘCWAŁ POWIE, ŻE JESTEM OWIECZKĄ!
-Tak ty. Widzisz tu kogoś innego Rose?- Przy ostatnim słowie pochylił się i niemal wyszeptał obok jej ucha. Wywołało to u niej przyjemny dreszcz, ale natychmiast zrobiła dwa kroki w tył.
-Mógłbyś się tak do mnie nie zbliżać?
-Nie pasuje Ci moja obecność? Oj...jesteś urocza.-Uśmiechnął się połgębkiem.-Nawet nie wiesz w jakie bagno się wplątałaś, nie uwolnisz się od tego tak jak ja.-Tu mrugnął okiem.- Pogodzenie się ze swoim losem to jedyne wyjście mała.
-TYLKO NIE MAŁA! MAM 168 CM WZROSTU!- Co za imbecyl?! Jak on śmie mnie obrażać!
-Kobieta...mówisz jej,że masz wypadek i jakaś inna cie do szpitala zawiozła a ona i tak spyta się co to za laska? Po co martwić się o faceta? Ty jesteś inna odstajesz od tego opisu. Dlatego twój los jest nieco bardziej pogmatwany. Dowiesz się wszystkiego w najbliższym czasie. A teraz chodź ze mną za nim coś ci zrobi krzywdę owieczko.- Zaczął się śmiać i ruszył przed siebie. Po co mam z nim iść? Och Emma coś ty za faceta sobie upatrzyła? A no tak " On jest taki tajemniczy. Te jego szare oczy,te jego cudowne czarne włosy a no i te cudowne mięśnie. Każda dziewczyna zazdrościłaby mi takiego faceta! WIESZ ILE LASEK SIĘ ZA NIM OGLĄDA?! Szczególnie jak grają z chłopakami w nogę...ach...ten kaloryfer i do tego ten jego śnieżnobiały uśmiech...ach..." To są twoje argumenty...uduszę Cie jak tylko się spotkamy. Jak on może tak szybko chodzić! Zaraz będę musiała za nim biec.
-Rozumiem, że twoja przyjaciółka bardzo mnie lubi?
-A ty skąd to wiesz?
-Własnie mi na to odpowiedziałaś skarbie.-Mrugnął do niej. Dziewczyna była zagubiona i nie wiedziała co się dzieje. Chłopak był tym wszystkim rozbawiony tak jakby to była dla niego codzienność.
-Chris?
-Ta?
-Wiesz,że prowadzisz mnie coraz dalej od domu?
-Wiem,wiem nie bój się muszę zrobić obchód a potem wrócisz do domku. Z tego co wiem twoi rodzice są w delegacji. Masz wolny dom do przyszłego tygodnia więc nie ma pośpiechu. Jutro sobota można troszkę dłużej posiedzieć na dworze.
-Skąd wiesz, że nie ma u mnie nikogo w domu?- W tym momencie dwójka nastolatków usłyszała dzwonek telefonu. O boże Emma dzwoni i co ja jej powiem?!
-Odbierz i rozmawiaj tak jakby mnie tu nie było,polecam tą metodę.
-Hallo? -Rose? Wszystko ok? Miałaś do mnie dzwonić godzinę temu? Jesteś już w domu?- Po tych słowach usłyszała krzyk przyjaciółki i połączenie się urwało.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)